piątek, 19 kwietnia 2013


6.Cortina

  • Napisane 2 kwietnia 2012 o 22:33
Przepraszam Wszystkich za długą nieaktywność,nie mnie pierwszą i nie ostatnią dopadła masa obowiązków pochłaniając cenny czas.
Z całego serca pragnę podziękować Wam kochane za komentarze;
Mia, skarbeńku ty mój. Ty wiesz ,że jesteś kochana i cudna i w ogóle naj,naj,naj…. Jako pierwsza zostawiłaś mi komentarz,który czytałam i czytałam i  nie mogłam wprost  uwierzyć,że  podoba Ci się moje opowiadanie. Przez tych kilka odcinków mojego opowiadania myślałam-mam jedną czytelniczkę,wspaniale bo mam dla kogo pisać-i pisałam,właśnie dla Ciebie….uwielbiam Cię ,ale Ty przecież o tym wiesz,prawda?
Kami, ogromnie się cieszę,że Ci się podoba.Mam nadzieję,że Cię nie zawiodę.
Lena, słowa nie są w stanie oddać mojej wdzięczności. Bardzo, bardzo ale to bardzo mocno dziękuję Ci za „krytykę”. Nie zdawałam sobie sprawy z  ogromu błędów,które popełniłam do tej pory. Uświadomiłaś mnie i właśnie za to jestem Ci tak wdzięczna. Twój komentarz sprawił,że staram się o wiele bardziej i nie ma mowy o jakimkolwiek urażeniu mnie. Jeszcze raz wielkie dzięki.
MarTHa, dziękuję za dobre słowa,bardzo cieszy mnie to,że Ci się podoba. Staram się jak mogę przypomnieć sobie  zasady pisowni J.Polskiego jak i ortografię ale na to potrzeba czasu.
Mam nadzieję,że dzisiejszy odcinek będzie lepszy. Jeżeli jednak nie,liczę ,że zwrócicie mi uwagę. Tymczasem…
                           
                                           zapraszam….
******************************************************
Jechałyśmy autem Leal. Czarnym BMW,które moja kochana siostrzyczka wręcz uwielbia.
-Denerwujesz się -stwierdziła.
-Trochę -przyznałam wprost.
-Nie masz czym! -zapewniła mnie- uwierz mi,wyglądasz odjazdowo,ten strój zajebiście odzwierciedla twoje wnętrze…
-Cieszę się,że tak uważasz ale wyrażaj się,dobrze?
-Wymsknęło mi się…
-Oczywiście,jak kilka razy wcześniej w ciągu ostatnich dni-upomniałam ją.
-Nie złość się, każdemu może się zdarzyć -próbowała się usprawiedliwić.
-Owszem,ale tobie zdarza się co raz częściej.
-Nie możesz mi po prostu przypominać? -spytała.
- I jak to sobie wyobrażasz? Mam zwracać dorosłej,samodzielnej kobiecie uwagę ,jak małemu dziecku,że słowa,których używa według mnie uwłaczają kobiecej godności…? Na ulicy,w towarzystwie…tak? Mam ci mówić: Leal skarbie nie powtarzamy wulgarnych słów?
-Ok  -uniosła dłonie w obronnym geście -masz rację. Będę się bardziej kontrolować -postanowiła.
-Bardzo mnie to cieszy. Dasz radę,zobaczysz. Będziesz się czuła bardziej wartościowa,bo,czy to ci się podoba czy nie,wygląd to nie wszystko. Im bardziej kobieta szanuje samą siebie,tym bardziej szanują ją ludzie z otoczenia.
-Na prawdę tak uważasz? -zapytała.
-Tak właśnie uważam kochana -potwierdziłam.
Zaparkowałyśmy właśnie na wielkim parkingu nad rzeką Main,z którego zazwyczaj korzystamy. Odetchnęłam głęboko zimnym powietrzem i doszłam do wniosku,że dobrze się czuję w takich ciuchach,że bardzo mi się podobają i nie będę się przejmować ludźmi, których tak czy inaczej nawet nie znam. Mam przyjaciół i mogę liczyć na ich szczerość,nawet gdyby była dla mnie przykrą prawdą.
Przeszłyśmy już przez ulicę a każdy  krok zbliżał nas do Cortiny(tak nazywa się eiskafe,w której pracujemy)miałam tremę co moja przyjaciółka wyczuła od razu. Zatrzymała mnie łapiąc za ramiona i powiedziała.
-Wszystko jest ok,nie denerwuj się tak bo nie masz czym,rozumiesz?
Spojrzałam jej prosto w oczy,ze świstem wypuściłam powietrze z płuc i twierdząco pokiwałam głową.
-Kilka głębokich oddechów -poleciła. Posłusznie wykonałam zadanie i odpędziłam od siebie złe myśli.
-No to wchodzimy -zakomenderowała Leal i ni stąd ni zowąd poczułam zapach słodkich deserów i świeżo parzonej kawy(fuuuuuj, nie znoszę kawy ani jej zapachu…,biedna ja.)
-Cześć chłopaki -odezwałam się,żeby zwrócić uwagę naszych przyjaciół. Odwrócili się tak jak tego oczekiwałam -i co myślicie? – zapytałam okręcając się wokół własnej osi. Szczerze?”prezentację” chciałam mieć jak najszybciej za sobą.
-Piccolo…-pierwszy odezwał się Czello(właściwie Marcello,tylko ja  zwracam się do niego tym czułym zdrobnieniem)uniósł wysoko brwi,szeroko otworzył oczy i mrugał nimi jakby miał paprochy pod powiekami. Zrobiło mi się gorąco,czułam jak policzki pieką mnie żywym ogniem. Czello wyszedł zza lady,uśmiechnął się od ucha do ucha i mocno mnie przytulił.
-Mie piccolo…(moje maleństwo)  -powiedział z wielką czułością.
Odetchnęłam z ulgą,wiedziałam już,że wszystko jest w porządku.
Cały Czello,pomyślałam,z wyglądu…jak to Włoch,kruczo-czarne włosy,brwi,rzęsy, w dodatku długie do nieba.Oczy ciemno brązowe,że ledwo źrenice widać no i oczywiście karnacja,że tylko pozazdrościć. Wyższy ode mnie o głowę,szczupły ale nie chuderlak,szerokie barki ale nie mięśniak. Zabójczo przystojny,szalenie miły i sympatyczny,szczery,lojalny. Po prostu… idealny przyjaciel.
-Piccolo…-powtórzył wzruszony-doczekałem się…,wyglądasz wspaniale…
-Ach Czello…,byłbyś najcudowniejszym chłopakiem na świecie…-wyszeptałam wprost do jego ucha,uwieszona na jego szyi.
-A jestem?
-najcudowniejszym przyjacielem…-zachichotałam.
-HALLO!!!-odkleiliśmy się od siebie jak na komendę-zazdrośnica Leal dała o sobie znać-pomyślałam.
-Ja też tu jestem!-stała w lekkim rozkroku,dłonie opierając na biodrach po czym było widać jej bojowy nastrój.Marcello doskoczył do niej w dwóch susach,żeby ja uściskać i udobruchać.
-Angelo dispiace…(wybacz aniele)-i przytulił ją mocno.
Aniele -tak właśnie ją nazywa. Przez jej jasne blond włosy i duże zielone oczy. Nie to co ja-maleństwo-w sumie nic dziwnego jak się ma 157 cm wzrostu(wrrrr,dzisięciu cm mi pożałowano,witajcie kompleksy…).
-To twoje dzieło,prawda? -zapytał obejmując ją w pasie przy okazji lustrując mnie uważnie.
-Fakt, ciuchy wybrałam ja -przyznała „skromnie” -ale zestawienie i cała reszta to jej dzieło -łypnęła na mnie już trochę mniej rozeźlona.
-Na prawdę?  -mój Czello był zaskoczony.
Znów spłonęłam rumieńcem,dopiero teraz zauważyłam,że klienci nam się przyglądają. Na szczęście byli to stali bywalcy Cortiny i dobrze rozumieli to całe zamieszanie. Uśmiechali się pogodnie,pełni aprobaty dla mojej metamorfozy.
-…maleńka,już wcześniej chciałem cię wziąć na warsztat,a teraz…chyba wezmę cię siłą…                                                    „Ktoś”trzymał mnie z tyłu za biodra i mruczał uwodzicielsko do ucha. Sascha przystojniaczek,”pies na dziewczyny”,niewiele wyższy ode mnie blondynek. Krótko ostrzyżony,dobrze zbudowany,pęknie wyrzeźbione mięśnie,śliczna buźka,krótko pisząc…jak grecki bóg. Cholernie świadomy tego jak działa na płeć przeciwną i bez skrupułów korzystający z tej…  hmmm ,mocy?Powoli odwróciłam się do „kochasia”z rękami założonymi na piersiach i wysoko uniesionym podbródkiem.
-To miał być komplement?-zapytałam szorstko.
Amant przyciągnął mnie do siebie, mocno ściskając za biodra,uśmiechał się przy tym cwaniacko.
-Jasne kwiatuszku…-zamruczał gardłowo.  Przesunął dłonie z moich bioder na pośladki,zaciskając na nich palce. Bardzo wolno zbliżał swoją twarz do mojej,dzieliły nas już tylko milimetry…  Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem klepiąc Saschę w ramie. Wszyscy obecni przestali tłumić w sobie rozbawienie więc zrobiło się głośno i wesoło.
-Hej!wszystko zepsułaś!-Sascha był nie pocieszony. Nadal trzymał mnie w ramionach a dłonie splótł ponad moją pupą.
-Strasznie mi przykro-wyznałam.
-Jesteś okrutna,wiesz?-stwierdził smutno.
-Wybacz… Biedactwo -pogłaskałam go po policzku. Jak co dzień,był gładko ogolony i przyjemnie pachnący.
Przymknął powieki i mruknął zadowolony.
-Tak mi dobrze -wtulił policzek w moją dłoń- tak mi rób…
-Nie nakręcaj się tak -przystopowałam go- i nie zapominaj…
-Tak tak,wiem. Patrzeć mogę ale nie dotykać -westchnął ciężko- na szczęście mam wyobraźnię -dodał ze śmiechem,tym razem klepnęłam go mocniej w ramię i uwolniłam z jego uścisku.
-no co?! -zapytał  -nic na to nie poradzę,że tak na mnie działasz,żebyś ty wiedziała co ja z tobą wyprawiam…
-Nie chcę wiedzieć -zastrzegłam natychmiast.
-…te gorsety,koronki,jedwabne koszule… -rozmarzył się na dobre.
-Przestań albo oberwiesz -ostrzegłam.
-Pff,nie boję się ciebie.
-Nie ode mnie -uśmiechnęłam się złośliwie. Kochaś spojrzał w tę samą stronę co ja i mina mu zrzedła.
-Oookeeej… Jego się boję -oświadczył- ale jakby co,to nie w twarz,dobra?
-Dobra -zgodził się Czello i uśmiechnął wyzywająco.
Nasz śmiech przerwał przyjaciel szefa przesiadujący w Cortinie co dzień.
-”Bieganie za kobietami jeszcze nikomu nie zaszkodziło,niebezpiecznie jest je złapać” -Salvatore uśmiechał się nie spuszczając ze mnie wzroku. Odwzajemniłam uśmiech.
-Jack Davies -odpowiedziałam na nieme pytanie-długo jeszcze będziesz mnie tak sprawdzał? -owijałam się właśnie długim do kostek,czarnym fartuchem.
-Dopóki cię na czymś nie zagnę -przysiągł. Salva(jak go nazywamy)jest bardzo miłym i mądrym człowiekiem. Jest również bardzo przystojny ,jak na Włocha przystało. Lubi kobiety,jak na Włocha przystało i cudownie ubiera w słowa opowieści o swoim rodzimym kraju….
                                                                           cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz