7.Cortina cz.2
-Weźmy się za robotę zanim wróci Tony (nasz szef) i porozstawia nas po kątach-powiedziałam.
-Ty to potrafisz sprowadzić człowieka na ziemię -pożaliła się Leal i zaczęła oplatać fartuchem. Chłopacy wrócili do polerowania szkieł, a my zaczęłyśmy sprawdzać jakich lodów i deserów brakuje. Stali bywalcy wrócili do tematu aut i takim właśnie sposobem dzień wyglądał prawie jak zawsze…
-Ty to potrafisz sprowadzić człowieka na ziemię -pożaliła się Leal i zaczęła oplatać fartuchem. Chłopacy wrócili do polerowania szkieł, a my zaczęłyśmy sprawdzać jakich lodów i deserów brakuje. Stali bywalcy wrócili do tematu aut i takim właśnie sposobem dzień wyglądał prawie jak zawsze…
No właśnie,prawie robi wielką różnicę. Po pierwsze : Tony mnie nie poznał. Po drugie : Sascha robił wszystko ,żeby być jak najbliżej mnie i móc zaglądać mi w biust. I niby to przypadkiem, przechodząc obok otarł się o mnie delikatnie lub żeby zapobiec upadkowi chwytał się moich bioder czy oplatał w talii jak tonący brzytwy… Masochista jeden, sam się nakręcał chociaż dobrze wiedział,że nic nie wskóra. Nie moja wina,że na mnie nie działa,nic na to nie poradzę. Najdziwniejszy moment dnia,to ten,w którym Tony wrócił z urzędu…kiedy już zarejestrował,że ja,to ja,wstąpił w niego diabeł. W jednej sekundzie wypuścił mnie z objęć,wbił przerażające spojrzenie w Saschę i zagrzmiał:
-Bądź grzeczny albo założę ci kaganiec!-rozniosło się echem po lokalu.
-Yyyyy- Sascha był zdezorientowany-kaganiec na co?
-Na wszystko!-odparował Tony.
-A…ha-Sascha nic nie rozumiał,jak my wszyscy z resztą.Leal „ocknęła” się pierwsza i próbowała dowiedzieć o co chodzi.
-Na wszystko czyli na co?
-Jak to na co!!!-ryczał gniewnie Tony- na oczy ,na usta, i na interes!!!Tony wskazał krocze Saschy . Popatrzyliśmy wszyscy po sobie i ryknęliśmy śmiechem.
-No wiesz,z kagańcem na interes będzie raczej ciężko-wydusił przez śmiech Sascha.
-Przestanie być ciężko jak cię wykastruję- zagroził nasz szef ,ciskając błyskawice z oczu. Sascha zbladł w ułamku sekundy, niepewny , czy to na poważnie czy nie. Jedno było jasne jak słońce, groźba, jakkolwiek , była nieodwracalna.
-zrobisz coś wbrew Anie , a będzie cię bolało!
Szef znów pogroził palcem bez cienia uśmiechu. Zrobiło mi się głupio, poczułam się cholernie winna całej tej sytuacji. Sascha wybałuszył oczy i rozdziawił usta ze zdziwienia.
-Szef myśli…, że ja…, mógłbym …- złapał się za głowę- przecież ja bym jej w życiu krzywdy nie zrobił!!!! Szefie!, nie jestem jakimś….-szukał odpowiedniego określenia.
-To dobrze! dla niej i dla ciebie.
-Sascha taki nie jest- wtrąciła Leal słabym głosikiem.
-Jasne, że nie jestem!, boję się nawet pomyśleć co Marcello by mi zrobił,gdybym choć o milimetr przekroczył granicę…
-Uuuuu, cienko cię widzę – Cello wykrzywił twarz w strasznym grymasie i pomasował kark spoglądając śmiertelnie poważnie.
-Bądź grzeczny albo założę ci kaganiec!-rozniosło się echem po lokalu.
-Yyyyy- Sascha był zdezorientowany-kaganiec na co?
-Na wszystko!-odparował Tony.
-A…ha-Sascha nic nie rozumiał,jak my wszyscy z resztą.Leal „ocknęła” się pierwsza i próbowała dowiedzieć o co chodzi.
-Na wszystko czyli na co?
-Jak to na co!!!-ryczał gniewnie Tony- na oczy ,na usta, i na interes!!!Tony wskazał krocze Saschy . Popatrzyliśmy wszyscy po sobie i ryknęliśmy śmiechem.
-No wiesz,z kagańcem na interes będzie raczej ciężko-wydusił przez śmiech Sascha.
-Przestanie być ciężko jak cię wykastruję- zagroził nasz szef ,ciskając błyskawice z oczu. Sascha zbladł w ułamku sekundy, niepewny , czy to na poważnie czy nie. Jedno było jasne jak słońce, groźba, jakkolwiek , była nieodwracalna.
-zrobisz coś wbrew Anie , a będzie cię bolało!
Szef znów pogroził palcem bez cienia uśmiechu. Zrobiło mi się głupio, poczułam się cholernie winna całej tej sytuacji. Sascha wybałuszył oczy i rozdziawił usta ze zdziwienia.
-Szef myśli…, że ja…, mógłbym …- złapał się za głowę- przecież ja bym jej w życiu krzywdy nie zrobił!!!! Szefie!, nie jestem jakimś….-szukał odpowiedniego określenia.
-To dobrze! dla niej i dla ciebie.
-Sascha taki nie jest- wtrąciła Leal słabym głosikiem.
-Jasne, że nie jestem!, boję się nawet pomyśleć co Marcello by mi zrobił,gdybym choć o milimetr przekroczył granicę…
-Uuuuu, cienko cię widzę – Cello wykrzywił twarz w strasznym grymasie i pomasował kark spoglądając śmiertelnie poważnie.
-No..!widzi szef?!To jej wina!- krzyknął Sascha i wyciągnął oskarżycielski paluch przeciw mnie.Z zaskoczenia zachłysnęłam się powietrzem.
-że co proszę???! a co ja takiego robię ????- nie wierzyłam własnym uszom!
-Co robisz?!- teraz Sascha się zdziwił- wszystko!!!
-co??!- krzyknęłam- chyba ci rozum w chłodni zmroziło, o czym ty bredzisz???!!!
-Bredzę?, ja bredzę?!!, zapytaj ich – wskazał stałych bywalców- każdego po kolei zapytaj!, wszyscy powiedzą ci to samo!!!
Wszyscy patrzyli na mnie z głupkowatymi uśmieszkami na twarzach, moja twarz przybrała barwę purpury, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili. Byłam w szoku ,zaczęła się wojna , a ja nie wiedziałam o co!
-No powiedzcie jej!- nakazał Sascha,patrząc na zebranych surowym wzrokiem.
-Ja jej nic mówić nie bądę bo i tak mi nie uwierzy- wzruszyła ramionami Leal.
-No powiedz jej- popędzał Sascha- chyba ślepy nie jesteś?!
- Nie jestem- potwierdził mój Cello i powoli podszedł do mnie.
-Piccolo- zaczął nie pewnie- wiesz? jesteś bardzo kobieca,po prostu,
teraz-wskazał mnie obiema rękami,jak towar na półce- jeszcze bardziej niż wcześniej- wzruszył na koniec ramionami.
-Bardzo atrakcyjna i śliczna- dodał Tony.
-Masz w sobie to coś-dokończyła Leal, wbrew temu co mówiła wcześniej.
-Ciągnie mnie do niej jak cholera, jakby jakiś magnes w sobie miała czy coś-żalił się Sascha- i nawet jakbym nie chciał żeby tak było , to i tak nie mogę nic zrobić bo ona tak ma!!!
Nabrałam powietrza żeby coś powiedzieć ale wypuściłam je ze świstem – co tu się do cholery wyprawia???-myślałam z oczami wielkimi jak spodki od filiżanek.
-To jest nieświadome- w jednej chwili odwróciliśmy się wszyscy w stronę Salvy .
-Ana nie jest tego wszystkiego świadoma-po naszych przygłupawych minach widział,że nie rozumiemy.
Rozzłoszczona i wystraszona pomyślałam- świetnie! mam coś o czego istnieniu nie wiem, nie wiem nawet czym to coś jest i jakby mało tego wszystkiego było: wszyscy wiedzą , że ja to mam tylko nie ja!Wprost cudownie!i jak tu psia jego mać być pewną siebie!!! Chce mi się płakać…
-To naturalne,taka się urodziła- powiedział Salva.
-Co?- szepnęłam ,pociągając do tego nosem.
Salva uśmiechnął się w sposób , którego nie potrafiłam rozszyfrować. Podszedł do mnie,otulił dłońmi moje policzki i powiedział.
-twoja uroda, atrakcyjność, sposób, w jaki się poruszasz, to jak mówisz…
-Są normalne- wyszeptałam szybko.
-Oczywiście- zapewnił łagodnym głosem- jak najbardziej naturalne. Nie ma się czego bać- uspokajał- no już, odetchnij głęboko, uśmiechnij się. Nie denerwuj się, na prawdę nie ma czym, wszystko jest w porządku. Nabrałam dużo powietrza w płuca ,by po chwili je wypuścić razem z niepokojem, który mnie ogarnął.
-że co proszę???! a co ja takiego robię ????- nie wierzyłam własnym uszom!
-Co robisz?!- teraz Sascha się zdziwił- wszystko!!!
-co??!- krzyknęłam- chyba ci rozum w chłodni zmroziło, o czym ty bredzisz???!!!
-Bredzę?, ja bredzę?!!, zapytaj ich – wskazał stałych bywalców- każdego po kolei zapytaj!, wszyscy powiedzą ci to samo!!!
Wszyscy patrzyli na mnie z głupkowatymi uśmieszkami na twarzach, moja twarz przybrała barwę purpury, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili. Byłam w szoku ,zaczęła się wojna , a ja nie wiedziałam o co!
-No powiedzcie jej!- nakazał Sascha,patrząc na zebranych surowym wzrokiem.
-Ja jej nic mówić nie bądę bo i tak mi nie uwierzy- wzruszyła ramionami Leal.
-No powiedz jej- popędzał Sascha- chyba ślepy nie jesteś?!
- Nie jestem- potwierdził mój Cello i powoli podszedł do mnie.
-Piccolo- zaczął nie pewnie- wiesz? jesteś bardzo kobieca,po prostu,
teraz-wskazał mnie obiema rękami,jak towar na półce- jeszcze bardziej niż wcześniej- wzruszył na koniec ramionami.
-Bardzo atrakcyjna i śliczna- dodał Tony.
-Masz w sobie to coś-dokończyła Leal, wbrew temu co mówiła wcześniej.
-Ciągnie mnie do niej jak cholera, jakby jakiś magnes w sobie miała czy coś-żalił się Sascha- i nawet jakbym nie chciał żeby tak było , to i tak nie mogę nic zrobić bo ona tak ma!!!
Nabrałam powietrza żeby coś powiedzieć ale wypuściłam je ze świstem – co tu się do cholery wyprawia???-myślałam z oczami wielkimi jak spodki od filiżanek.
-To jest nieświadome- w jednej chwili odwróciliśmy się wszyscy w stronę Salvy .
-Ana nie jest tego wszystkiego świadoma-po naszych przygłupawych minach widział,że nie rozumiemy.
Rozzłoszczona i wystraszona pomyślałam- świetnie! mam coś o czego istnieniu nie wiem, nie wiem nawet czym to coś jest i jakby mało tego wszystkiego było: wszyscy wiedzą , że ja to mam tylko nie ja!Wprost cudownie!i jak tu psia jego mać być pewną siebie!!! Chce mi się płakać…
-To naturalne,taka się urodziła- powiedział Salva.
-Co?- szepnęłam ,pociągając do tego nosem.
Salva uśmiechnął się w sposób , którego nie potrafiłam rozszyfrować. Podszedł do mnie,otulił dłońmi moje policzki i powiedział.
-twoja uroda, atrakcyjność, sposób, w jaki się poruszasz, to jak mówisz…
-Są normalne- wyszeptałam szybko.
-Oczywiście- zapewnił łagodnym głosem- jak najbardziej naturalne. Nie ma się czego bać- uspokajał- no już, odetchnij głęboko, uśmiechnij się. Nie denerwuj się, na prawdę nie ma czym, wszystko jest w porządku. Nabrałam dużo powietrza w płuca ,by po chwili je wypuścić razem z niepokojem, który mnie ogarnął.
-Najbardziej ci do twarzy z uśmiechem- powiedział, a ten , choć bardzo delikatny wypłynął na moje usta.
-Leonardo da Vinci- odpowiedziałam o wiele spokojniejsza. Salva odsunął się ode mnie nieznacznie,pstryknął palcami z udawanym niezadowoleniem i powiedział.
-A już myślałem , że cię przyłapię.
-Próbuj dalej, a na pewno kiedyś ci się uda- zapewniłam ,z pełnym już teraz uśmiechem.
Atmosfera rozluźniła się trochę, moi bliscy wymienili spojrzenia, czy porozumiewawcze?, nie wiem i wolę nie wiedzieć, wystarczy mi rewelacji na dzisiaj. Usłyszałam jak Cello powiedział ostro do Saschy :
-Powinieneś dostać w zęby ,za wyskok z tą nowością.
-Gdybym wiedział, że tak zareaguje , trzymałbym język za zębami, przysięgam.
-Na następny raz zapytaj, nie potrzeba jej jeszcze więcej stresu. Pamiętaj o tym – zakończył mój Cello i wrócił do swoich zajęć.
Właściwie wszyscy wróciliśmy ,żeby doprowadzić Cortinę do porządku przed zamknięciem. Byłam zmęczona ,fizycznie i psychicznie, nie miałam ani siły ani ochoty na analizowanie wypowiedzianych tego wieczora słów. Chciałam po prostu wykonać swoją pracę i wrócić do domu, do mojego pokoju gdzie czekał mnie tylko spokój i sen…
-Leonardo da Vinci- odpowiedziałam o wiele spokojniejsza. Salva odsunął się ode mnie nieznacznie,pstryknął palcami z udawanym niezadowoleniem i powiedział.
-A już myślałem , że cię przyłapię.
-Próbuj dalej, a na pewno kiedyś ci się uda- zapewniłam ,z pełnym już teraz uśmiechem.
Atmosfera rozluźniła się trochę, moi bliscy wymienili spojrzenia, czy porozumiewawcze?, nie wiem i wolę nie wiedzieć, wystarczy mi rewelacji na dzisiaj. Usłyszałam jak Cello powiedział ostro do Saschy :
-Powinieneś dostać w zęby ,za wyskok z tą nowością.
-Gdybym wiedział, że tak zareaguje , trzymałbym język za zębami, przysięgam.
-Na następny raz zapytaj, nie potrzeba jej jeszcze więcej stresu. Pamiętaj o tym – zakończył mój Cello i wrócił do swoich zajęć.
Właściwie wszyscy wróciliśmy ,żeby doprowadzić Cortinę do porządku przed zamknięciem. Byłam zmęczona ,fizycznie i psychicznie, nie miałam ani siły ani ochoty na analizowanie wypowiedzianych tego wieczora słów. Chciałam po prostu wykonać swoją pracę i wrócić do domu, do mojego pokoju gdzie czekał mnie tylko spokój i sen…
******************************************************
Jaki jest najlepszy prezent na urodziny?- Dodać notkę na własnym blogu. Krótka, ale jest, prawdopodobnie z błędami, ale jest. I nie ważne , że mam jeszcze problemy z koncentracją, bo dodałam . Bardzo proszę o pozostawienie po sobie śladu, i nie mam na myśli komentarza, bo z doświadczenia wiem, że to czasem kłopotliwe. Gwiazdka byłaby najlepszym dowodem na czyjąś obecność, blog o gwiazdach , gwiazdy zamiast komentarza. Dziękuję i pozdrawiam.
Jaki jest najlepszy prezent na urodziny?- Dodać notkę na własnym blogu. Krótka, ale jest, prawdopodobnie z błędami, ale jest. I nie ważne , że mam jeszcze problemy z koncentracją, bo dodałam . Bardzo proszę o pozostawienie po sobie śladu, i nie mam na myśli komentarza, bo z doświadczenia wiem, że to czasem kłopotliwe. Gwiazdka byłaby najlepszym dowodem na czyjąś obecność, blog o gwiazdach , gwiazdy zamiast komentarza. Dziękuję i pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz