5.Nowa Ja
Czułam,że sen powoli mnie opuszcza,docierały do mnie dźwięki z zewnątrz.Przeciągnęłam się z przyjemnością,jęknęłam rozkosznie i leniwie otworzyłam oczy.Spojrzałam na zegarek elektroniczny.Suuuper-burknęłam niezadowolona sama do siebie-7-ma,i co ja mam niby robić?-zadałam sobie pytanie na głos, -świetnie,gadam sama do siebie”-tym razem pomyślałam.Westchnęłam zrezygnowana i przekręciłam się na bok,spojrzałam w okno,jeszcze było ciemno.Odwróciłam się na drugi bok i zapaliłam lampkę nocną,z półki nad łóżkiem wzięłam księgę drugą Trylogii Zdrajcy Trudi Canavan.Na prawdę chciałam poczytać ale ON znów wkradł się do mojej głowy,zastanawiałam się gdzie jest,czy wszystko u niego w porządku…,jak się czuje,czy aby na pewno jest zdrowy..?Odpłynęłam na ponad dwie godziny,ocknęłam się dopiero po dziewiątej.Nie chciało mi się wstać,kiedy „serce moje”jak go nazywam,”odwiedza mnie” mogłabym cały dzień zostać w łóżku,zamknąć oczy… i patrzeć jak się uśmiecha,jak błyszczą jego oczy…słuchać jego głosu…
Z wielkim oporem wygramoliłam się z legowiska i poszłam prosto do łazienki.Nie spieszyłam się,wzięłam długi prysznic ciesząc się zapachem cytryny i zielonej trawy mojego żelu pod prysznic.Włosy wchłaniały odżywkę dodającą objętości a ja stałam pod masującym strumieniem bardzo ciepłej wody.Po skończonej kąpieli wmasowałam żółty balsam garniera w skórę,po skończonych zabiegach kosmetycznych na palcach przemierzyłam kawalątek dzielący moją sypialnię od łazienki.Ubrałam czarną bieliznę i przyjrzałam się sobie uważnie-może i Leal ma rację-pomyślałam -ale nad brzuchem trzeba popracować-ciągnęłam wewnętrzny monolog.-Dobre kosmetyki mam,więc teraz trzeba poćwiczyć,naprzemienne masaże prysznicem i będzie lala!-zaśmiałam się,dotarło do mnie,że cytuję moją siostrę. Na strój dnia wybrałam jasne,prosto szyte spodnie,białą koszulę i króciutką kurteczkę.Zdecydowałam,że dodatki ,na które złożyłam kolczyki,bransoletkę i kolorową chustę w kratę będą w kolorze mojego ulubionego fioletu.
Z wielkim oporem wygramoliłam się z legowiska i poszłam prosto do łazienki.Nie spieszyłam się,wzięłam długi prysznic ciesząc się zapachem cytryny i zielonej trawy mojego żelu pod prysznic.Włosy wchłaniały odżywkę dodającą objętości a ja stałam pod masującym strumieniem bardzo ciepłej wody.Po skończonej kąpieli wmasowałam żółty balsam garniera w skórę,po skończonych zabiegach kosmetycznych na palcach przemierzyłam kawalątek dzielący moją sypialnię od łazienki.Ubrałam czarną bieliznę i przyjrzałam się sobie uważnie-może i Leal ma rację-pomyślałam -ale nad brzuchem trzeba popracować-ciągnęłam wewnętrzny monolog.-Dobre kosmetyki mam,więc teraz trzeba poćwiczyć,naprzemienne masaże prysznicem i będzie lala!-zaśmiałam się,dotarło do mnie,że cytuję moją siostrę. Na strój dnia wybrałam jasne,prosto szyte spodnie,białą koszulę i króciutką kurteczkę.Zdecydowałam,że dodatki ,na które złożyłam kolczyki,bransoletkę i kolorową chustę w kratę będą w kolorze mojego ulubionego fioletu.
Bardzo zadowolona ze swej twórczości przystąpiłam do makijażu.Zaczerpnęłam ze srebrnego kuferka kredkę do brwi i kilka razy przeciągnęłam nią po włoskach-dzięki ci Boże za Leal-pomyślałam-i za jej siłę przebicia-dzięki dokładnemu instruktarzowi mojej stylistki i wizażystki w jednym,bez obaw sięgałam do skrzyneczki po” skarby” w niej zawarte.Na dłuższą chwilę zatrzymałam się przy cieniach do powiek,rozważałam pomiędzy fioletem i czernią.Zgodnie ze starym powiedzeniem „co za dużo to nie zdrowo”postawiłam na czerń i kredką w tym właśnie kolorze od połowy oka zrobiłam kreski na górnej powiece,to samo zrobiłam z jego dolną częścią łącząc obie linie w zewnętrznym kącikiem.Powtórzyłam czynność,tym razem płaskim pędzelkiem i matowym cieniem do powiek,po czym pędzelkiem kuleczką roztarłam delikatnie kolor,w sumie nie wiedziałam po co-ale skoro Leal mówiła,że tak trzeba…-wzruszyłam ramionami.Teraz rzęsy-najpierw wydłużyć,następnie pogrubić-przypomniałam sobie instrukcję,więc zabrałam się do dzieła,bardzo przy tym uważałam,żeby się nie „pomazać”tuszem na ruchomej powiece jak to do tej pory robiłam-poczekać aż wyschnie-nakazałam sobie bezgłośnie-czas na róż-zrobiłam „dzióbek”,”rybkę”czy jak to się nazywa z ust i musnęłam je pędzlem-teraz pogrubić…-wyciągnęłam szczoteczkę z odpowiedniej tubki tuszu…-i się „pomazałam”-cholera,no! psioczyłam w myślach usuwając „szkody”.Kiedy już ochłonęłam sięgnęłam po pomadkę ale przypomniałam sobie „zasadę”mojej siostry:”kiedy podkreślasz oczy,usta muśnij błyszczykiem lub pomadką w kolorze cielistym”.Ok-pomyślałam i „pociągnęłam usta brzoskwiniowym błyszczykiem powiększającym.Dobra,jeszcze tylko włosy i będę gotowa-pokiwałam twierdząco głową do swoich myśli,po czym zdjęłam ręcznik z głowy i delikatnie rozczesałam gęstwinę opadającą mi na plecy.Spryskałam wilgotne włosy odżywką do włosów kręconych w płynie,skręciłam je w „rulon”i spięłam spinką z tyłu głowy…
Poczłapałam do kuchni,zjadłam śniadanko,które tym razem smakowało mi wyjątkowo dobrze,popiłam je ulubioną herbatą.Najedzona i opita wróciłam do łazienki,wy nitkowałam i wyszorowałam zęby a następnie wypłukałam je płynem do płukania ust.No to teraz czas na fryzurę-pomyślałam i zaczęłam codzienny rytuał tzn:wgniotłam w czuprynę balsam nabłyszczający i wysuszyłam suszarką ze specjalną do loków końcówką,na koniec spryskałam lakierem do włosów pantene-prov volume i tym małym akcentem zakończyłam doprowadzanie siebie do „stanu używalności”.Kolejny raz przyjrzałam się sobie i z zadowoleniem stwierdziłam,że Leal zna się na rzeczy…
Wygląda na to,że mam zdolności telepatyczne,właśnie ze swojej twierdzy wynurzyła się moja kochana siostrzyczka.Na wpół przytomna „wtoczyła się”do łazienki.
-teraz moja kolej-wymamrotała zaspana.
-och…,dziękuję,spałam wybornie skarbie,jak miło,że pytasz…-zażartowałam.
-yhy…,sio…-i zwyczajnie wypchnęła mnie z łazienki zamykając drzwi przed nosem.Stałam jak słup soli z rozchylonymi z niedowierzania ustami.
-sio?,do mnie…sio?…jak…do kury jakiejś???-mówiłam do drzwi-to przechodzi ludzkie pojęcie,na prawdę…
Zszokowana wróciłam do kuchni,doprowadziłam pomieszczenie do porządku i zrobiłam NAM herbatę,mimo,że przez ułamek sekundy się wahałam,za „sio”moja przyjaciółka nie powinna dostać ode mnie picia ale niech zna moje dobre serce-pomyślałam.
Wygląda na to,że mam zdolności telepatyczne,właśnie ze swojej twierdzy wynurzyła się moja kochana siostrzyczka.Na wpół przytomna „wtoczyła się”do łazienki.
-teraz moja kolej-wymamrotała zaspana.
-och…,dziękuję,spałam wybornie skarbie,jak miło,że pytasz…-zażartowałam.
-yhy…,sio…-i zwyczajnie wypchnęła mnie z łazienki zamykając drzwi przed nosem.Stałam jak słup soli z rozchylonymi z niedowierzania ustami.
-sio?,do mnie…sio?…jak…do kury jakiejś???-mówiłam do drzwi-to przechodzi ludzkie pojęcie,na prawdę…
Zszokowana wróciłam do kuchni,doprowadziłam pomieszczenie do porządku i zrobiłam NAM herbatę,mimo,że przez ułamek sekundy się wahałam,za „sio”moja przyjaciółka nie powinna dostać ode mnie picia ale niech zna moje dobre serce-pomyślałam.
-no,no…kochana-siostra patrzyła na mnie krytycznym okiem-ciekawe zestawienie…
-na prawdę?-spytałam wystraszona,byłam pewna,że coś nie pasuje.
-na prawdę-odpowiedziała-wszystko współgra ze sobą,uzupełnia się,domyślam się,że kurtkę i buty ubierzesz czarne a torebkę fioletową…,a może się mylę?
Zaśmiałam się z zaskoczenia-nie,nie mylisz się-przyznałam-boję się,że ludzie będą się śmiać-zwierzyłam się,siadając przy stole.
-śmiać na pewno nie-zapewniła mnie Leal- niektóre kobiety mogą krzywo patrzeć taj jak Tanja lub rzucić jakiś głupi koment.
-dlaczego?-zapytałam naiwnie.
-z zazdrości,z braku odwagi…
-hmmm,zazdrość może i bym zrozumiała ale co ma do tego brak odwagi?-drążyłam temat.
-wszystko Ana,jeżeli kobiecie brak odwagi,pewności siebie, nie ubierze się tak jak jej się podoba w obawie przed opinią innych ludzi.Tak jak ty nie dawno…-przypomniała,posyłając mi pełen wyrozumiałości uśmiech,który odwzajemniłam.
-no tak-przyznałam-myśl,że ktoś może się śmiać ze mnie za plecami blokowała mnie skutecznie przez długie lata…ale to przeszłość,od dzisiaj „nie dbam o to co ludzie myślą albo mówiła o mnie.Wiem kim jestem.”-posłałam siostrze pełne pewności siebie spojrzenie.
-i o to właśnie chodzi.Trzymaj się tego tekstu a będzie dobrze-stwierdziła dobitnie moja współlokatorka.
-Jonathan Davis-powiedziałam mimochodem.
-yhy,dokładnie ten…,facet zna się na rzeczy.A ty-wymierzyła we mnie palec wskazujący- nie myśl o tym czy ludziom będzie się podobać jak jesteś ubrana,bo nigdy nie dogodzisz każdemu,tylko czy tobie się podoba,to jest najważniejsze i radzę ci to zapamiętać.
-racja-potwierdziłam-a jak się komuś nie podoba…
-niech się rzuci pod pociąg-dokończyła Leal.
-myślałam raczej:…to jego problem?
-albo niech się powiesi…-przekomarzała się ze mną.
-niech nie patrzy…-odbiłam piłeczkę.
-niech skoczy z wieżowca…-moja siostra była nieugięta.
-niech patrzy na siebie…-śmiałyśmy się z wisielczego poczucia humoru mojej siostry.
-ok,zbierajmy się już,lepiej być wcześniej,żeby wszyscy zdążyli cię obejrzeć-Leal wybałuszyła oczy,żeby napędzić mi stracha,z marnym niestety skutkiem.Ubrałyśmy się i wyszłyśmy z mieszkania zamykając je za sobą na klucz.
-na prawdę?-spytałam wystraszona,byłam pewna,że coś nie pasuje.
-na prawdę-odpowiedziała-wszystko współgra ze sobą,uzupełnia się,domyślam się,że kurtkę i buty ubierzesz czarne a torebkę fioletową…,a może się mylę?
Zaśmiałam się z zaskoczenia-nie,nie mylisz się-przyznałam-boję się,że ludzie będą się śmiać-zwierzyłam się,siadając przy stole.
-śmiać na pewno nie-zapewniła mnie Leal- niektóre kobiety mogą krzywo patrzeć taj jak Tanja lub rzucić jakiś głupi koment.
-dlaczego?-zapytałam naiwnie.
-z zazdrości,z braku odwagi…
-hmmm,zazdrość może i bym zrozumiała ale co ma do tego brak odwagi?-drążyłam temat.
-wszystko Ana,jeżeli kobiecie brak odwagi,pewności siebie, nie ubierze się tak jak jej się podoba w obawie przed opinią innych ludzi.Tak jak ty nie dawno…-przypomniała,posyłając mi pełen wyrozumiałości uśmiech,który odwzajemniłam.
-no tak-przyznałam-myśl,że ktoś może się śmiać ze mnie za plecami blokowała mnie skutecznie przez długie lata…ale to przeszłość,od dzisiaj „nie dbam o to co ludzie myślą albo mówiła o mnie.Wiem kim jestem.”-posłałam siostrze pełne pewności siebie spojrzenie.
-i o to właśnie chodzi.Trzymaj się tego tekstu a będzie dobrze-stwierdziła dobitnie moja współlokatorka.
-Jonathan Davis-powiedziałam mimochodem.
-yhy,dokładnie ten…,facet zna się na rzeczy.A ty-wymierzyła we mnie palec wskazujący- nie myśl o tym czy ludziom będzie się podobać jak jesteś ubrana,bo nigdy nie dogodzisz każdemu,tylko czy tobie się podoba,to jest najważniejsze i radzę ci to zapamiętać.
-racja-potwierdziłam-a jak się komuś nie podoba…
-niech się rzuci pod pociąg-dokończyła Leal.
-myślałam raczej:…to jego problem?
-albo niech się powiesi…-przekomarzała się ze mną.
-niech nie patrzy…-odbiłam piłeczkę.
-niech skoczy z wieżowca…-moja siostra była nieugięta.
-niech patrzy na siebie…-śmiałyśmy się z wisielczego poczucia humoru mojej siostry.
-ok,zbierajmy się już,lepiej być wcześniej,żeby wszyscy zdążyli cię obejrzeć-Leal wybałuszyła oczy,żeby napędzić mi stracha,z marnym niestety skutkiem.Ubrałyśmy się i wyszłyśmy z mieszkania zamykając je za sobą na klucz.
******************************************************
Wedle życzenia Mia…
Wedle życzenia Mia…
tylko dla Ciebie…
bo jesteś moim skarbem…
******************************************************
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz