piątek, 19 kwietnia 2013


3.Esprit

  • Napisane 6 listopada 2011 o 18:52
Dzisiejszy odcinek z dedykacją…
                                                     Mia…
…dla Ciebie…
                          …bo jesteś wspaniała,bo pięknie piszesz…
…ponieważ,podarowałaś mi słowa,o których nawet nie marzyłam…
…a dzięki którym uwierzyłam w siebie…
                                                                 Dziękuję…
******************************************************
„Wow”,pomyślałam,Leal zmierzała w moją stronę z górą ciuchów w „ramionach”.Banan na jej twarzy był przeogromny,była w swoim żywiole,nie ma co.Ucieszyłam się bo wiedziałam,że moja siora z wyboru,nauczy mnie wszystkiego co trzeba, żeby wyglądać kobieco a przede wszystkim jak ukryć mankamenty mojej figury,czyli?:szerokie ramiona i biodra.Szlag by to trafił,że też musiałam się taka urodzić!!!
-no kochana,przymierzalnia czeka-zawołała uradowana-uśmiechnęłam się w odpowiedzi i grzecznie poczłapałam do pomieszczenia z lustrami.Wieszałam kurtkę na wieszaku i zauważyłam tabliczkę z „prośbą”o nie zabieranie więcej niż trzech rzeczy na raz.Łypnęłam na blondynkę,na naręcze ciuchów i znów na blondynkę.
-Leal,tutaj jest napisane,że można mieć nie więcej niż trzy rzeczy…
-aha-odpowiedziała nawet na mnie nie patrząc-i co?
-a to,że w tym „kopczyku”jest dużo więcej rzeczy niż powinno być i możemy mieć przez to kłopoty?
-e tam-machnęła ręką-no rozbieraj się,na co czekasz?-popędziła mnie,więc zaczęłam szybciej wyskakiwać z ciuchów-nie będziemy miały kłopotów-podała mi jasne jeansy.
-ale jak bę…-nie pozwoliła mi dokończyć.
-to będzie moja wina i ja będę się tłumaczyć,nie ma sprawy-ucięła krótko.
W międzyczasie wskoczyłam w spodnie.
-odstają,są za duże-jęknęłam.
-za duże?przecież rozmiar się zgadza,znów schudłaś?
-chyba tak-wzruszyłam ramionami.
-dobra,przyniosę mniejsze-i wyszła,zabierając po drodze wcześniejsze zdobycze.
-może pomóc?-zapytała dziewczyna ze sklepu.
-przydałoby się,moja siostra znów przychudła i potrzebuje spodni o rozmiar mniejszych.
-a jaki konkretnie jest potrzebny?
-nie jestem pewna ,te są za duże.
-ok,to te będą w sam raz,wymieniamy wszystkie?
-yhy,te są fajne,o i jeszcze te,a te?jak myślisz?
-będą super-przyznała pracownica sklepu .
-ten rozmiar znacznie ułatwia sprawę-Leal nakręcała się jeszcze bardziej.
„Hę?o co im chodzi z tymi spodniami”myślałam,”czym się tak podniecają?”Nie zauważyłam kiedy moja”stylistka”wróciła z nową,jeszcze większą partią spodni.Zerknęłam na moją siorę,na stos materiału w jej rękach a skończyłam na tabliczce z numerem trzy.Uniosłam ostrzegawczo jedną brew i przybrałam wyraz twarzy mówiący:”stąpasz po cienkim lodzie”.
-nie będzie kłopotów,zobaczysz-wsparłam obie dłonie na biodrach-naprawdę-zapewniła-przymierzaj,zajebiście ciekawa jestem…
Moja przyjaciółka wcisnęła mi materiał w ręce z niecierpiącą zwłoki miną,nie powiedziałam już nic bo i nic do dodania nie miałam.Czasem po prostu nie było sensu się z nią kłócić,więc odpuściłam.Wsunęłam stopy w nogawki,podciągnęłam nogawki,zapięłam guzik,zamek i spojrzałam w lustro…
-ja pierdole…-wymsknęło mi się.
-nooo,też tak myślę-Leal pękała z dumy-i ta bluzeczka do tego-zmarszczyłam brwi niepewna co z tym fantem zrobić,posłałam przyjaciółce pytające spojrzenie.
-no dalej-popędzała mnie a jej diabelski uśmieszek przyprawił mnie o dreszcz.
-ten dekolt…-wymamrotałam.
-właśnie taki jest idealny-przerwała mi.
-idealny?będzie sięgał do samego pępka i to z dwóch stron!-miałam cykora jak nic,nigdy nie nosiłam TAKICH ciuchów.
-bzdury gadasz-i zaczęła naciągać na mnie skrawek materiału-masz go tylko przymierzyć -sapała siłując się ze mną.Wiedziałam,że jestem na przegranej pozycji,w tej kwestii moja siostra nie miała sobie równych,skapitulowałam.Stojąc tyłem do lustra próbowałam przestać się trząść,odetchnęłam głęboko i wypaliłam:
-i to ja jestem uparta jak osioł?-prychnęłam-dobre sobie,i czego tak zacieszasz!-uniosłam się,policzki piekły mnie ze złości i skrępowania.
-odwróć się to zobaczysz z czego zacieszam-powiedziała,ciesząc się jak szczerbaty do sucharów.
-uważaj bo w piórka obrośniesz i odlecisz-rzuciłam złośliwie.
-a żebyś wiedziała,że odlecę-starała się nie roześmiać,mnie do śmiechu nie było-jak chcesz-wzruszyła ramionami,wychyliła się z kabiny i zawołała:Svenja…
Przede mną stanęła miła,zawsze uśmiechnięta i bardzo ładna brunetka.Mina mi zrzedła a policzki przybrały barwę purpury,przyjaciółka wyszła z małego pomieszczenia,jedną ręką przytrzymała drzwi a drugą oparła na biodrze,żeby pokazać mi,że to JAK ZWYKLE ona ma rację,wysoko uniosła brodę i zapytała szefowej sklepu:
-i jak?
-noooo-wyraziła z wielkim zadowoleniem ale kiedy zobaczyła moją minę zgłupiała całkowicie…
-nie podoba się?-zapytała zaskoczona i zmieszana jednocześnie.
-nawet się nie widziała-sarknęła Leal.
-a…ha…-uśmiech Svenji powrócił ze zdwojoną mocą-śmiało…-zachęcała mnie-nie ma się czego bać a już na pewno wstydzić-zapewniła.
Moja stylistka zerkała to na mnie to na Svenję,przybrała jeden ze swoich złośliwych uśmieszków i powiedziała:
-no dalej…,chyba że tchórzysz…
-ja nie tchórzę-wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-właśnie widzę-dodała buńczucznie,wiedziała,że tym tekstem mnie sprowokuje.Zassałam więc nieco powietrza i bardzo powoli odwróciłam do lustra.Przeżyłam szok,oczy same otworzyły mi się tak szeroko,że omal mi nie wypadły,gapiłam się na siebie dłuższą chwilę,nigdy bym nawet nie pomyślała,że mogę tak wyglądać.Smukła,kształtna dziewczyna po drugiej stronie lustra,przyglądała mi się uważnie a po jej policzkach pociekły łzy…
-i czego się bałaś?-”pomyślałam”nie wiedząc nawet,że słowa wypłynęły z moich ust.
-no właśnie nie wiem-odpowiedziała sobie i mnie moja siostra,która zmaterializowała się przy mnie nie wiedzieć kiedy.
-i co powiesz?-patrzyła na mnie z ogromnym zadowoleniem.
-nie wiem-wyszeptałam,gardło miałam ściśnięte ze wzruszenia,Leal wiedziała,że za chwilę wzruszenie zamieni się w niekończący się płacz radości.Tak,ze szczęścia też płaczę,nie chcąc do tego dopuścić przyjaciółka pogroziła mi palcem jak małemu dziecku i powiedziała:
-nie rozklejamy się,zobacz ile jeszcze czeka na przymiarkę…-wskazała „stosiki”ciuchów.Pokiwałam ochoczo głową,na znak ,że rozumiem i do wiadomości przyjęłam.I zaczęło się,ciuchy ożyły w rękach moich towarzyszek,bluzki,tuniki,koszule,koszulki,sukienki,spódniczki…,
niektórym nie zdążyłam się nawet przyjrzeć , już były ze mnie zdejmowane a ich miejsce zajmowały następne.
-dodatki-dziewczyny posłały sobie porozumiewawcze spojrzenie.
-Tanja,podstaw dodatki,proszę-zakomenderowała przełożona teamu Esprit-Salina,zajmij się ciuchami,te po prawej są sprzedane,z lewej strony wracają na wieszaki-wydała polecenie i już zwinnymi ruchami ciuchy były układane.Po tuptałam za dziewczynami,żeby Salina miała więcej miejsca…
„Matko,te to mają zdrowie”pomyślałam,widziałam Leal i Svenję przy dodatkach,na które składały się:paski,chusty,chustki,apaszki,bransoletki,torby,torebki,kolczyki no i oczywiście buty.Przysiadłam sobie z boku,co by nie przeszkadzać i w myślach dziękowałam Bogu,że „moi oprawcy”nie potrzebują mnie w tej chwili.Nie!nie jestem nie wdzięczna,absolutnie,wprost przeciwnie,moja wdzięczność nie zna granic ale byłam zwyczajnie wykończona,czułam się jak po wykopkach,to pewnie po zarwanej nocce myślałam.Dziewczyny wyrosły przede mną jakby spod ziemi z masą butów,na pierwszy ogień poszły oficerki,po nich botki i kozaki,następne w kolejce były szpilki i niskie pantofle a na końcu buty sportowe.Laski pytały,w których butach jest mi wygodnie,w których nie,które mi się podobają,które nie itd.Po dokładnych oględzinach,analizie wszystkich za i przeciw wspólnie zdecydowałyśmy,które obuwie zostaje,które odpada.Personel sklepu Esprit pod „dowództwem” Svenji uwijał się jak mrówki,odkładając na bok MOJE nowe nabytki.Stałam jak ten ciołek przed kasą  w ciuchach z metkami,moje „stare”ubrania zniknęły mi z pola widzenia.Tak,Leal się nimi zajęła.
-gdzie się podziały moje ciuchy?-zapytałam całkiem poważnie,udając,że nie wiem iż moja siostra coś z nimi zrobiła.
-widziałam jak wychodziły…-blondynka ledwo powstrzymywała się od śmiechu.
-aha…,mogły się chociaż pożegnać…-wzruszyłam ramionami na znak,że jest mi obojętny ich los.
-kazały cię pozdrowić,mówiły,że miło było ale cholernie się śpieszą. Leal wybuchła śmiechem,dołączyłyśmy do niej z ulga,nie sposób było się dłużej powstrzymać,tylko Tanji nie było do śmiechu.
-czy to wszystko?-zapytała ekspedientka bez poczucia humoru.
-zaczekaj-zawołała Svenja-jeszcze kurtka,metki zostały już usunięte a z butów odklejone naklejki.Kierowniczka sklepu stanęła za mną jak kamerdyner i pomogła „wsunąć” się w kurtkę.Poczułam zapach skóry,Leal zawinęła chustę na mojej szyi,w dłoń wcisnęła uszy torby i lekko popchnęła w stronę lustra.Zmierzałam ku niemu nieśmiało w obawie,że kolejny szok może poważnie uszkodzić moją psychikę co objawi się nie uleczalnym narcyzmem.Ostrożnie spojrzałam w lustro i popłynęły łzy szczęścia,wzruszenia,niedowierzania …
Zobaczyłam siebie taką,jaką widziałam tylko w swojej wyobraźni…,sama nigdy nie zdobyłabym się na odwagę by sięgnąć po te ciuchy…ciemno niebieskie rurki,jasno kremowa koszulka na długi rękaw a na wierzchu jasno fioletowy sweterek w szpic,brązowe kozaki na obcasie,torba w tym samym kolorze,czarna krótka skóra i różnokolorowa chusta w kratę,kolczyki i dekoracyjny wisior były  drewniane i tylko o odcień ciemniejsze od butów i torby.Leal lekko ścisnęła mnie za ramię i podała chusteczkę,zaśmiałam się przez łzy
-dziękuję-wyszeptałam dławiąc się słonymi kroplami -jesteś kochana,najlepsza,najcudowniejsza i w ogóle naj,naj,naj…-łkałam w jej włosy.
-nie ma za co-odpowiedziała przez ściśnięte gardło-nie ma za co…-powtórzyła,tuląc mnie równie mocno.Teraz płakałyśmy obydwie,zaśmiałyśmy się szczęśliwie i jak na rozkaz odwróciłyśmy do dziewczyn.Wszystkie (z wyjątkiem Tanji)były wzruszone,mina kasjerki mówiła wyraźnie:”idźcie już sobie”.Nie zwracając uwagi na niezadowoloną z życia dziewczynę zwróciłam się do Svenji i Saliny:
-dziękuję wam z całego serca-aż mnie coś w nim zakuło,przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej i kontynuowałam-za cierpliwość,pomoc,szczerość,poświęcony czas …a przede wszystkim,za …-głos całkowicie mi się załamał-moje nowe JA-i znów potok łez zniekształcił mi obraz widzenia.
-aah…,nie mów tak…-Svenja przytuliła mnie serdecznie-zawsze do usług,teraz chcę cię widzieć wyprostowaną z wysoko uniesioną głowa i uśmiechniętą od ucha do ucha-patrzała na mnie szklistymi ze wzruszenia oczami.
-kasujemy?-zapytała moja „stylistka”,pokiwałam ochoczo głową.
-kasujemy-poprosiłam,cichy pisk kasy fiskalnej sprowadził mnie na ziemię.
-1.750 Euro proszę-lodowaty ton kasjerki zmroził mi krew w żyłach.
-toż to cała moja wypłata!-krzyknęłam,patrząc na Leal szeroko otwartymi oczami,moja siostra chwyciła mnie za ramiona i odwzajemniła spojrzenie.
-zmieniamy się,tak?!-zapytała śmiertelnie poważnie.
-tak!-odpowiedziałam bez chwili wahania.
-jesteśmy szczęśliwe,tak!
-tak!
-podoba nam się nowy wygląd,tak!
-tak!
-zasłużyłyśmy na to wszystko,tak!
-tak!
-i nie żałujemy pieniędzy,tak!
-tak!…znaczy nie!,nie żałujemy!
-Spójrz w lustro jeszcze raz-rozkazała-i zastanów się czy wolisz kasę na koncie czy to!-i wskazała moje odbicie.
-nie żałujemy-stanowczość i siła z jakimi wypowiedziałam te ostatnie słowa zaskoczyły mnie samą,nie wiedziałam,że tak potrafię.
-zaczynam nowy rozdział w życiu,to jest droga do mojego lepszego jutra…-powiedziałam z ogromnym przekonaniem i wiarą-zasłużyłam na to…-i Leal podała mi mój portfel…,podałam niesympatycznej kasjerce kartę.Ta zrobiła,co zrobić musiała,nie patrząc nawet na mnie przesunęła czytnik w moją stronę,wycisnęłam cztery magiczne cyferki na klawiaturze następnie zielony  paragon zaczął się drukować.Uśmiechnęłam się w myślach,nie wiedząc,że i moje usta wykrzywiły się w tym grymasie.Stałyśmy w milczeniu,czekając na długaśny paragon,który zdawał się nie mieć końca,czułam na sobie spojrzenia trzech dziewczyn ale nie czułam się tym skrępowana,już nie,nie przy nich,byłam im wdzięczna,nieopisanie i bezgranicznie.Mimo wściekłego wręcz spojrzenia Tanji,nie przejmowałam się nią,w końcu nic jej nie zrobiłam,nawet mnie nie zna i ostatecznie to nie moja wina,że ma zły dzień.Spojrzałam na pięć wielkich,czerwonych toreb z białym logo firmy .
-jak my się z tym zabierzemy?-spojrzałam na siostrę.
-nic się nie martw,damy radę.Torby zostawimy na chwilę tutaj bo musimy jeszcze wpaść do drogerii i c&a-radość Leal była przeogromna.
-możemy je tu zostawić?-spytałam dla pewności.
-jasne,nie ma problemu-Svenja zgodziła się z wielkim entuzjazmem.
-ok-rzuciła blondynka-to my spadamy i wdepniemy po bagaże w drodze powrotnej,na razie…-i już była w drodze do drzwi.
-to do później…i jeszcze raz dziękuję…-dodałam od siebie.
-miłej zabawy-odpowiedziała,jak mniemam,w imieniu zespołu Svenja.
-Ana?-odwróciłam się do niej-głowa do góry-puściła mi oczko i uśmiechnęła się.Odwzajemniłam uśmiech i ochoczo pokiwałam twierdząco głową i szklane drzwi się za nami zamknęły…
******************************************************
Trzecia część do Waszej dyspozycji…,mam nadzieję,że się spodoba…

1 komentarz:

  1. Zaczynam czytać, podoba mi się Twoje opowiadanie :D niestety narazie mam mało wolnego czasu ale jakoś po malutku, postaram się przeczytać, bo jest wciągające:D
    Natalie(feelitall.blog.onet.pl) ;)

    OdpowiedzUsuń